Martyna Wojciechowska: rodzice gwiazdy TVN są już razem 45 lat. Dziennikarka opublikowała wzruszający post i pokazała wspólne zdjęcie. Fani są zachwyceni. Do kogo jest bardziej podobna? Martyna Wojciechowska od zawsze przedstawiała nam się jako bardzo silna kobieta. Jednak nawet tak waleczne i pewne siebie kobiety potrzebują wsparcia. Martyna znalazła je u swoich rodziców. W – Mówisz: „Jestem zakładnikiem własnych marzeń”. Być zakładnikiem czegokolwiek to nie brzmi dobrze. Martyna Wojciechowska: Kiedy w mojej głowie zamieszka jakieś marzenie, zaczynam o nim opowiadać. Nakręcam siebie i wszystkich dookoła. Aż ktoś pyta: „Jesteś już spakowana? Bilet kupiłaś?”. I to jest jak zimny prysznic: „Ups, zdaje się, że poza gadaniem nic jeszcze nie zrobiłam”. Ale ja wtedy już się nie wycofam, taka już jestem. Wszystkie moje wyprawy się tak odbyły! Cały wielki projekt „Korona Ziemi”. W międzyczasie ta korona przestała mi się zupełnie podobać. Zdałam sobie sprawę, że jest wiele gór, które o wiele bardziej mnie pociągają, ale zawsze kończę to, co zaczęłam. – No nie! Tego jeszcze nie słyszałam. Martyna Wojciechowska: Kiedy ponad siedem lat temu powiedziałam głośno, że zdobędę wszystkie najwyższe szczyty na siedmiu kontynentach, nie wiedziałam, na co się porywam. To był czas „Big Brothera”, sesji w „Playboyu”, płynęłam na zupełnie innej fali. Miałam wtedy 26 lat i przez chwilę sądziłam, że świat należy do mnie. Pełna byłam buty, z tym swoim: „damy radę”. Udzielałam wywiadów przez zestaw słuchawkowy pod motorowym kaskiem, nie przerywając jazdy. Oczywiście, że zdarzały się porażki, wiele rzeczy mnie bolało, ale wszystko wydawało się takie proste! Jeszcze do końca nie wiedziałam, kim jestem, ale parłam naprzód z wielką siłą. Marzyłam o wspinaczce, zawsze mnie fascynował alpinizm, ale zdanie o Koronie Ziemi rzuciłam na wyrost i byłam w tym zupełnie naiwna. Powiedziałam jednak coś sobie i całemu światu, więc musiałam to zrobić. To właśnie znaczy zostać zakładnikiem swoich marzeń. – Stanęłaś na tym ostatnim szczycie. Spełniłaś marzenie? Martyna Wojciechowska: Usiadłam, rozpłakałam się, poczułam, jak spływa ze mnie cały stres. Poczułam też nagle te długie siedem lat. Przez ten czas było tak wiele zmian. Zaczynałam projekt, stojąc u boku mężczyzny, z którym byłam związana przez wiele lat, i sądziłam, że to będzie związek na całe życie. Nie udało się, potrzebowałam zmiany, więc próbowałam dalej. Chyba żeby udowodnić sobie i całemu światu, że jednak będę szczęśliwa, zaręczyłam się z nowym partnerem w bazie pod Everestem... przez telefon satelitarny. Happy endu nie było, bo na kolejnej wyprawie, zaraz po ataku szczytowym na Mount McKinley, znów przez telefon się rozstaliśmy. Ja na Alasce, on w górach Iranu. Znów zaczęłam układać swoje życie i choć planowałam zrobić to bardzo powoli, to… w dniu wylotu na Elbrus dowiedziałam się, że będę mamą. I powiem ci szczerze, że macierzyństwo to najwyższa góra, na jaką przyszło mi się wspinać. – A to ciekawe. Martyna Wojciechowska: Na wyprawie, w pracy, nawet w relacji z mężczyzną – mam poczucie, że to wszystko ma swój początek i może mieć albo ma koniec. Dopuszczam możliwość, że ludzie spotykają się na krętej drodze życia, by coś sobie dać, czegoś się nauczyć i potem, bywa, że się rozchodzą. Jedynym „projektem”, który nie ma ostatecznego terminu zakończenia, jest macierzyństwo. Nigdy nie stawiałam jakoś bardzo na życie osobiste, kocham swoją pracę, ale Marysia i to sprowadzenie mnie na ziemię do roli matki, podzielenie losów miliardów kobiet sprawiło, że tyleż samo się przestraszyłam, co jestem tym zafascynowana. – Jesteś szczęśliwa? Martyna Wojciechowska: Dla mnie szklanka zawsze jest do połowy pusta. Słyszę głośniej, co zrobiłam źle, niż to, co dobrze. Ale da się z tym żyć. To niespełnienie, nieustanny głód sprawiają, że ciągle dalej przesuwam swój horyzont. Inaczej może nie czułabym takiej potrzeby? Jak widzisz, nie podcina mi to skrzydeł, bo wciąż potrafię latać dość wysoko. Czy jestem szczęśliwa? Nie jestem minimalistką, do szczęścia, niestety, potrzebuję dość dużo. Kiedy wydaje mi się, że jestem na dobrej drodze, jak to w życiu, coś się zmienia i znów tracę kawałek stałego gruntu pod nogami. Chyba poza moimi rodzicami nie mam się na kim oprzeć. Nie mogę tak po prostu być spokojna, bezpieczna i wzrastać. Codziennie walczę o swoje. Najlepszą odpowiedzią na twoje pytanie będzie to: największe sukcesy zawodowe i wyprawowe osiągałam zawsze wtedy, kiedy nie układało mi się w życiu osobistym. Tak jakbym wtedy koncentrowała się wyłącznie na sukcesie, a utrzymanie się na powierzchni było sprawą życia i śmierci. Bo skoro nic innego nie masz, to inwestujesz w realizację marzeń. – I to ma być rekompensata? Martyna Wojciechowska: Nie można zrekompensować życia osobistego – zawodowym. Siedem lat temu wydawało mi się, że jeśli zdobędę Koronę Ziemi, będę się z tym czuła spełniona i może nawet to jakoś zagłuszy inne braki. Dziś jestem po prostu zadowolona. Dałam dowód ogromnej konsekwencji, wytrwałości i determinacji. Z tego akurat jestem dumna. Nie jestem wyczynową alpinistką, w pracy mam trzy etaty, jestem mamą, a mimo wszystko zrobiłam to. – Godzisz się z tym, że nie można mieć wszystkiego? Martyna Wojciechowska: Nie godzę się. Chciałabym mieć… przynajmniej dużo. Jestem zachłanna. Krótko cieszę się sukcesami. Ale to właśnie wciąż pcha mnie do przodu. Mam ambicje, żeby sprawdzać się zawodowo, być świetną matką, kochanką, żoną… Akurat to ostatnie najsłabiej mi wychodzi. Jeśli mam z czegoś zrezygnować, to chyba rezygnuję z bycia dobrą żoną i z dbania o swój wygląd, bo wszystkiego nie da się zrobić. Na tych polach odpuszczam, na innych nie potrafię. – Bycie żoną i swój wygląd odpuszczasz? Dobrze usłyszałam? Martyna Wojciechowska: Po prostu mi to nie wychodzi. Nie będę trzymać diety i trenować po to, żeby dobrze wyglądać! Moje ciało ma mi służyć, pomóc zdobyć górę, więc pracuję nad nim głównie przed wyprawami. Moje zdjęcia z wypraw bez retuszu? Proszę bardzo! Rozczochrana (Elbrus), zapuchnięta (Mt. Everest). Akceptuję to, że życie wyprawowe sprawia, że czasem wyglądam fatalnie. Góry odzierają z intymności. Nigdy nie pojechałabym na wspinaczkę ze swoim partnerem. Człowiek chory na chorobę wysokościową nie stanowi ładnego obrazka i może nie potrafiłabym się od tego odciąć w sytuacji intymnej. Dla mnie góry są największym sprawdzianem. To one najmocniej – nie rajdy, wyprawy w nieznane, nurkowanie – kształtują mój charakter. Uczą pokory i cierpliwości, których tak bardzo mi czasem brakuje… – A mężczyźni? Czy Ty wiesz, jak bardzo ich onieśmielasz? Martyna Wojciechowska: Chyba nie potrafię flirtować. Spotkałam niedawno znajomego – uroczy, bardzo przystojny. Zaczęliśmy rozmawiać. Właściwie to on peroruje: był tu, tam, coś robił. No, po prostu Indiana Jones! Słucham i zaczynam czuć, że to okropnie denerwujące i że on po prostu gada bzdury, bo byłam w tych miejscach i znam tamte realia. „Hm, będzie sobie moim kosztem humor poprawiał?” – i mówię, co o tym sądzę. I on nagle robi się całkiem malutki. A ja się zastanawiam: dlaczego nie dałaś mu się pochwalić? Nie możesz raz wykrztusić: „Och, to naprawdę niesamowite, podziwiam cię!”. – A nie możesz? Martyna Wojciechowska: Najczęściej słyszałam od mężczyzn, którym podobałam się z wzajemnością, a mimo to nie odważyli się na nic: „A co ja ci mogłem zaoferować?”. Sama chyba też sprawy nie ułatwiam. – Nie ułatwiasz. „W zasadzie nie znam facetów, którzy są uczciwi i wierni. I nie chodzi mi o wierność fizyczną – to byłoby zbyt trywialne. Chodzi o lojalność w stosunku do kobiety, partnerki, żony. Mam problem, żeby zaufać mężczyźnie”, tym wyznaniem rozpętałaś burzę. Martyna Wojciechowska: Koledzy odsądzali mnie od czci i wiary. „Jak sądzisz, jak ja się teraz czuję, kiedy wracam do domu i patrzę w oczy żonie, która to przeczytała?”. Być może przez to, że spędziłam tyle czasu z mężczyznami na stopie przyjacielskiej, straciłam wiarę w pewne rzeczy. I nie pojawił się nikt, kto by mi tę wiarę przywrócił. – O jakim mężczyźnie marzysz? Martyna Wojciechowska: O kimś, kto daje kobiecie opiekę i wie, dokąd zmierza. Takim, który ma dystans do świata, ludzi, do siebie. Tymczasem męska labilność to coś, co mnie przeraża. Jeden ma depresję, drugi nie wie, czego chce, a ja potrzebuję w domu samca alfa. – Jak już się taki znajdzie, czego się może po Tobie spodziewać? Martyna Wojciechowska: W ogóle nie podnoszę głosu, nie ponoszą mnie emocje. Po prostu patrzę. Na wyprawach akurat to, że się nie odzywam, pomaga. Często znajdowałam się w sytuacji, która mnie uwierała, i milczałam, bo wiedziałam, że to się niedługo skończy. A skoro nie będę się z tymi ludźmi więcej widzieć, to po co robić aferę? W życiu osobistym mam jednak taką fatalną cechę, że wycofuję się, robię parę kroków do tyłu. – A potem żałujesz? Martyna Wojciechowska: A potem nikt nie wie, o co mi chodzi, bo przecież nic nie mówiłam. Nie awanturowałam się, tylko nagle powiedziałam: „Odchodzę”. – Boisz się czasem, że będziesz sama? Martyna Wojciechowska: O różne rzeczy, ale o to nie. Często jednak odczuwam innego rodzaju lęk. Zbierając materiały do książki, którą chcę napisać, czytam jeszcze raz pamiętniki z wypraw. Nie zdawałam sobie sprawy, że moje spotkania z górami były tak mocno podszyte niepewnością… – Lękiem o co? Martyna Wojciechowska: Pierwszy szczyt, górka właściwie – Kilimandżaro. Boję się zwyczajnie czegoś nowego. Jestem też okropnie podekscytowana i zupełnie nieświadoma tego, co wysokość może zrobić z człowiekiem. Ze mną, o dziwo, obchodzi się łagodnie, ale wciąż pamiętam zaskoczenie, że wielki chłop może paść jak mucha. Dociera też do mnie, że brak mi techniki. Jeszcze dużo będę musiała się nauczyć. Potem mam wypadek przy kręceniu programu „Misja Martyna”. Łamię kręgosłup, mam długą przerwę, rok rehabilitacji, ale nie rezygnuję. W końcu – wyjazd na Aconcaguę. I panicznie boję się tej góry. Nie dlatego, że jest taka trudna, choć ma prawie 7 tysięcy metrów ale to ma być próba generalna, chcę się dowiedzieć, czy mam szansę na zdobycie Everestu. Trenowałam wcześniej jak wściekła. Dzień w dzień. Bieg, pływanie, rower, siłownia. Na wyprawę jadę z zapaleniem stawów kolanowych. Tabletki przeciwbólowe łykam garściami. Czuję, że nie mogę się poddać, bo zawali się cały plan zdobycia Everestu. Czy dam radę iść pod górę z 20-kilogramowym plecakiem. Sama nie wiem… – Dwa miesiące później stajesz na Dachu Świata. Martyna Wojciechowska: Od złamania kręgosłupa minęło wtedy zaledwie półtora roku. To był niezwykle ciężki czas, straciłam w wypadkach trzech bliskich przyjaciół. Jadę odmieniona. Boję się jednak, bo to najwyższa góra świata. Czy się nie przeliczę? Przecież jak coś się tam wysoko stanie, to nawet mnie nie zniosą. Kiedy stanęłam na szczycie, powiedziałam: „Jestem taka szczęśliwa – nie da się tego opisać!”, dziś, po latach nie powiem nic innego. Potem zostałam naczelną „National Geographic”. Jakoś tak spokojnie, bez emocji zdobyłam Mc Kinley, choć akurat rozstawałam się z partnerem. Po powrocie znów buduję życie osobiste. A kiedy przed wylotem na Elbrus dowiaduję się, że jestem w ciąży, zaczynam się bać na dobre. Z jednej strony zmiany w życiu. Ale też wspinaczka podszyta jest już strachem o dziecko. Schodząc ze szczytu, mam takie uczucie, że je z siebie wytrzęsę. Stawiam każdy krok niezwykle ostrożnie, czuję się fatalnie. Przez parę miesięcy potem jestem wręcz podszyta niepokojem, robię miliony badań prenatalnych. Wszystko jest jednak w porządku. Zostaję mamą. I nagle czuję obezwładniający lęk, dwa tygodnie nie śpię. W ogóle! Siedzę wtedy tylko nad Marysią i patrzę, czy oddycha. – A kiedy ten lęk minął, jak odnalazłaś się jako matka? Martyna Wojciechowska: Kobiety przeżywają bardzo różne emocje po urodzeniu dziecka. Ale jest też pewien etos – mówienia, że wszystko, co czują, jest cudowne. Otóż zapalenie piersi nie jest. Bycie mamą sprawiło mi na początku wiele trudności. Myślałam: to koniec życia podróżniczki. Słuchałam: „Zobaczysz, teraz wszystko się zmieni”, mówionego z takim okropnym uśmiechem satysfakcji, że teraz dziecko zatrzyma mnie w domu i skończą się moje wyprawy. A we mnie rósł bunt. Musiałam sobie udowodnić, że to nie oznacza końca mojej pasji. Po ośmiu miesiącach pojechałam w góry spotkać się z samą sobą. Zrobiłam jednak wszystko, żeby moje dziecko jak najmniej to odczuło. Dziś już wiem, że najtrudniejsze są rozłąki z córką. – Pozwolisz mi zacytować swój SMS? „Siedzę w jakiejś d… i wciąż czekam na odlot na Antarktydę. Moje dziecko zaczęło wstawać i robi siusiu do nocnika, a mnie tam nie ma… Morale mi spada”. Martyna Wojciechowska: Bo spadało. Nie spodziewałam się, że można tak za kimś tęsknić. Tak bardzo czuć się przytłoczonym przeciwnościami losu, pogody. Miałam wtedy duży kryzys. – Wstydzisz się tych matczynych emocji? Martyna Wojciechowska: Kiedyś wydawało mi się to infantylne i śmiałam się z rozmów o zupce i kupce. Dziś sama takie prowadzę. Ale w gazecie nie chcę opowiadać o swoich zachwytach nad dzieckiem. Bezpieczniej mi być Larą Croft, to też jedna z moich twarzy. – O nie, chcę znać tę inną. Czym Cię Marysia ostatnio rozczuliła? Martyna Wojciechowska: Największe motyle w brzuchu to ona. Nikt nawet przez pięć minut nie sprawił, że czułam się tak wyjątkowo, jak wtedy, gdy patrzę na nią. – Kiedy wróciłaś, co Ci powiedziała Twoja prawie już dwuletnia córka? Martyna Wojciechowska: „Mama rulez! – Mama rządzi!”. Mówi też: „Oh, my God! – O mój Boże!”, bo ja wciąż, łapiąc się za głowę, to powtarzam. – Jak jest? Rządzisz? Czy częściej łapiesz się za głowę? Martyna Wojciechowska: W moim domu zawsze było cicho i uwielbiałam to! Nie oglądam TV, nie słucham radia ani muzyki. Lubiłam tak siedzieć i pisać, kiedy miałam wenę. Zawsze byłam samotnym wilkiem, miałam specyficzne związki. Moi mężczyźni też mieli mnóstwo pasji, pracy. Rzadko siedzieliśmy we dwoje w domu, spędzając czas „tradycyjnie”, więc dom miałam taki, jak chciałam. W tej chwili pełen jest ludzi, dźwięków, piszczących kaczuszek, o które się w kółko potykam. Mam wrażenie, że bez przerwy ktoś wchodzi i wychodzi. Liczba pretekstów, które potrafi wymyślić mój kochany tata, żeby do nas przyjść, jest zaskakująca. Dziś rano: „A może furtka ci się zacięła? A może śnieg ci odrzucę?”. I nagle ton mu się zmienia: „Cześć, Marysiu, dziadzia przyszedł”, mój poważny tata się rozpływa. Nie narzekam, nareszcie sama mam trochę odpuszczone (śmiech). Mam nowoczesnych rodziców, ale nie da się ukryć – byliby spokojniejsi, gdybym żyła bardziej standardowo. – Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w tej „opcji standardowej”? Martyna Wojciechowska: Powinnam powiedzieć: „Wstaję, patrzę, jak świeci słońce. Cieszą mnie małe rzeczy”. Dlaczego tak nie jest? Codzienność i rutyna to coś, co mnie zabija. Jak nie ma fajerwerków, jestem nieszczęśliwa. Najtrudniejsze jest życie tu, na nizinach. Kiedy po wyprawie słyszę: „Wow, ale pani jest dzielna”, uśmiecham się w duchu, bo tam, w górach wszystko jest prostsze. Znam wiele osób, głównie mężczyzn, którzy uciekają w podróże. Najpierw to tylko wentyl. A potem? Już tylko tam się sprawdzają. Wraca taki i jest herosem, bo zdobył górę. A czym to, do cholery, jest w porównaniu z byciem dobrym ojcem?! Szanuję ich i podziwiam, ale zdania nie zmienię. W normalnym życiu się nie sprawdzają. A ja? No cóż. Mam takie marzenie, aby umieć żyć zwyczajnie. Więc chyba nie mogę się z tego wycofać… Rozmawiała: Monika Kotowska Zdjęcia Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek Stylizacja Jola Czaja Asystentka stylistki Agnieszka Dębska Współpraca Pola Madej Makijaż Izabela Wójcik Fryzury Piotr Wasiński Scenografia Ewa Iwańczuk i Tomek Felczyński Stunt & Rigging Effects: Tomek Lipski, Andrzej Słomiński Modele: Emmanuel F. i Patryk B. /MANGO MODELS Produkcja Elżbieta Czaja
Martyna Wojciechowska wspomina śmierć ojca swojej córki: "Obiecywałam sobie, że nie będę starała się być mamą i tatą" (WIDEO) W rozmowie z Pudelkiem Martyna Wojciechowska opowiedziała
Martyna Wojciechowska jest inspiracją dla wielu kobiet. Podróżniczka i dziennikarka jednak nie zawsze była pewna siebie, swojej kobiecości. W młodości zdecydowała się na sesję w Playboyu. Gwiazda tłumaczy, że dziś nie zdecydowałaby się na ten krok. Dlaczego?Martyna Wojciechowska o sesji w Playboyu: „Dziś bym tego nie zrobiła”Martyna Wojciechowska jest pierwszą polską gwiazdą, która została uhonorowana przez firmę Mattel. Jedna z lalek Barbie z kolekcji Shero była inspirowana wyglądem i dokonaniami słynnej w przeszłości Martyna Wojciechowska wcale nie była pewna siebie. Przez wiele lat poszukiwała swojej drogi. W kuriozalny sposób zaczęła podkreślać swoją kobiecość. Myślała, że podkreślenie swojej cielesności jest wyrazem siły i niezależności. Chciała, aby mężczyźni zachwycali się nią. Jednak zrozumiała, że nie jest najlepszy sposób myślenia.„Poszukiwanie swojej tożsamości zaczęłam od bycia chłopczycą. Miałam krótkie włosy, jeździłam motorynką, brano mnie za chłopaka. Kiedy dojrzałam i ktoś zaproponował mi bycie modelką, zachłysnęłam się tym. Zaczęłam w kuriozalny sposób podkreślać swoją kobiecość. Gdy oglądam swoje zdjęcia z młodości – prawdziwy koszmar, obcisłe stroje, czerwona szminka (śmiech). Gdy zaczęłam pracować w telewizji, szukałam swojej drogi, a nie miałam w tej kwestii najlepszych doradców. Wtedy też w dosyć wypaczony sposób rozumiałam kobiecość. Wydało mi się, że podkreślenie cielesności jest wyrazem siły, niezależności. Aktem odwagi i bezczelności. Przejrzałam się w oczach mężczyzn, zaspokoiłam swoją próżność. Ale szybko zrozumiałam, że nie tędy droga. Że prawdziwa kobiecość nie wyraża się poprzez męskie fantazje, tylko w postawie życiowej” – mówiła Martyna Wojciechowska w rozmowie z „Vivą”.Wypuść powietrzePodróżniczka jest przekonana, że dzisiaj nie zdecydowałaby się na rozbieraną sesję. Jakby „podeszła” do dawnej Martyny? „Dziś bym tej sesji nie zrobiła. Dziś bym mocno przytuliła tamtą Martynę i powiedziała: „Ale ty się naszarpałaś, dziewczyno! Dajże spokój, wypuść powietrze. Uwierz, że możesz być, kim chcesz, i żyć tak, jak chcesz” – szczerze mówiła Wojciechowska.—————————————————————————————————–Źródło zdjęć:
Martyna Wojciechowska w poruszającym wpisie o swoim wyglądzie po ciąży Aleksandra Żebrowska należy do grona gwiazd, które chętnie pokazują jak naprawdę wygląda ich życie i ciało. Żona Michała Żebrowskiego nie wstydzi się publikować zdjęć na których widać m.in. pomarszczony brzuch czy cellulit.
Uwaga! Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych Jeśli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać. Edyta Górniak, Doda, Joanna Krupa, Joanna Przetakiewicz, Anna Mucha, Iga Wyrwał - te i jeszcze więcej znanych polskich gwiazd mogliśmy podziwiać w zmysłowych sesjach zdjęciowych dla polskiej edycji "Playboya". My wybraliśmy dla was najlepsze, najseksowniejsze okładki. 28 Zobacz galerię Playboy Polska 1/28 Aleksandra Szwed, sierpień 2010 Playboy Polska 2/28 Aneta Zając, styczeń 2015 Playboy Polska 3/28 Edyta Herbuś, wrzesień 2015 Playboy Polska 4/28 Anita Lipnicka, grudzień 2001 Playboy Polska 5/28 Anna Barańska, marzec 2010 Playboy Polska 6/28 Anna Mucha, październik 2009 Playboy Polska 7/28 Edyta Górniak, luty 2006 Playboy Polska 8/28 Edyta Herbuś, czerwiec 2017 Playboy Polska 9/28 Ela Korczowska, czerwiec 2005 Playboy Polska 10/28 Francys Barraza Sudnicka, maj 2010 Playboy Polska 11/28 Iga Wyrwał, grudzień 2009 Playboy Polska 12/28 Izabela Janachowska, marzec 2011 Playboy Polska 13/28 Izabella Łukomska, sierpień 2001 Playboy Polska 14/28 Maja Bohosiewicz, wrzesień 2013 Playboy Polska 15/28 Joanna Krupa, sierpień 2005 Stephen Wayda / Playboy Polska 16/28 Kasia Kraszewska, marzec 2005 Playboy Polska 17/28 Kasia Haber, lipiec 2005 Playboy Polska 18/28 Katarzyna Glinka, listopad 2016 Playboy Polska 19/28 Katarzyna Zielińska, luty 2017 Playboy Polska 20/28 Kayah, czerwiec 2003 Playboy Polska 21/28 Magda Wójcik, wrzesień 2004 Playboy Polska 22/28 Doda, październik 2007 Playboy Polska 23/28 Marta Wierzbicka, maj 2013 Playboy Polska 24/28 Martyna Wojciechowska, czerwiec 2001 Playboy Polska 25/28 Monika Mrozowska, listopad 2008 Playboy Polska 26/28 Paulina Holtz, kwiecień 2004 Playboy Polska 27/28 Paulina Jaskólska i Joanna Horodyńska, maj 2002 Playboy Polska 28/28 Joanna Przetakiewicz, październik 2017 Playboy Polska Data utworzenia: 12 marca 2019 11:55 Zobacz Więcej
\n martyna wojciechowska w pleyboju
Newsy. 22.07.2021 11:00. Autor: Zuza Maciejewska. Martyna Wojciechowska i Przemek Kossakowski. Martyna Wojciechowska i Przemek Kossakowski rozstali się trzy miesiące po ślubie. Znajoma pary zdradza, dlaczego ich relacja nie przetrwała. Martyna Wojciechowska i Przemek Kossakowski przez pewien czas utrzymywali swój związek w tajemnicy. Martyna Wojciechowska: Big Brother był ważnym krokiem w karierze znanej podróżniczki. Jej fani wciąż pamiętają, jak Wojciechowska współprowadziła program, dodawała uczestnikom otuchy i przeprowadzała z nimi rozmowy na temat wrażeń. Wyglądała wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Stare zdjęcia gwiazdy to hit!Dziś Wojciechowska jest znana przede wszystkim dzięki swojemu programowi Kobieta na krańcu świata. Jednak początki jej kariery wyglądały zgoła inaczej. Niedługo do polskiej telewizji wróci kultowy program Big Brother. Martyna Wojciechowska pełniła w rolę współprowadzącej. Po latach wspominała, że to była dla niej prawdziwa szkoła przetrwania! Wygląd dziennikarki od tamtego czasu także uległ sporej zmianie. Wtedy o wiele mocniej się malowała i ubierała znacznie bardziej kobieco. Uważacie, że dzisiaj wygląda lepiej? Martyna Wojciechowska: Big Brother był przełomem?Pierwsza edycja reality show Big Brother rozpoczęła się w 2001 roku. Martynie Wojciechowskiej partnerował Grzegorz Miecugow. Podróżniczka niedawno przyznała, że zupełnie nie spodziewała się tego, co czekało ją w programie.– Decydując się na ten program, w ogóle nie wiedziałam, na co tak naprawdę się decyduję. Dostałam kasety VHS, zobaczyłam, jak wygląda program Big Brother za granicą i oniemiałam. Pierwszy odcinek na żywo był moim pierwszym programem na żywo w życiu – cytuje Wojciechowską okazało się, że program jest prawdziwym hitem telewizji. Łącznie wyemitowano pięć sezonów. Martyna Wojciechowska zgodziła się poprowadzić jeszcze drugą edycję. Od tamtego czasu nie tylko nabrała doświadczenia i zbudowała sobie pozycję jednej z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych dziennikarek. Przeszła także radykalną metamorfozę. Jak wtedy wyglądała? W Big Brotherze Wojciechowska nie stroniła od mocnego makijażu i starannie układała włosy. Lubiła pokazywać się w modnych i kobiecych zestawach jak np. beżowa, skórzana marynarka połączona z obcisłą, błyszczącą bluzką. Chętnie prezentowała swoje ciało na okładkach magazynów, w Playboyu czy CKM.– Dzisiaj śmieję się, kiedy czytam swoje wywiady sprzed lat. Dałam się wtłoczyć w rolę wyfiokowanej panny, bo ktoś mi powiedział, że tak trzeba. Otóż tak nie trzeba! – stwierdziła w rozmowie z Czekacie na nową edycję programu Big Brother?ZOBACZ ZDJĘCIA:fot. @ Wojciechowska dziś stawia na wygodę i sportowy styl. Jednak kiedyś wyglądała zupełnie materiały prasowe TVN/G. JakubowskiMartyna Wojciechowska: Big Brother był przełomem w karierze dziennikarki. Współprowadziła dwa sezony kultowego materiały prasowe TVN/G. JakubowskiW tamtym okresie dziennikarka wyglądała o wiele bardziej kobieco i materiały prasowe TVN/G. JakubowskiZnakiem rozpoznawczym Martyny Wojciechowskiej były skórzane elementy materiały prasowe TVN/G. JakubowskiKtóry styl Martyny Wojciechowskiej bardziej przypadł wam do gustu? ZOBACZ TEŻ:Agnieszka Więdłocha ma bardzo znanego męża? Ukrywa swoją miłośćWierszyki na Walentynki. Co napisać do ukochanej osoby?Ten pies to bohater! Otworzył zamki ratując siebie i inne psy [WIDEO]Stan Borys: Wiek muzyka sprawia mu już problemyźródła: Martyna Wojciechowska widziała już w swoim życiu bardzo wiele. I chętnie tą swoją wiedzą dzieli się z innymi. Pisząc książki dla dzieci zachęca małych czytelników do tego by interesowali się otaczającym ich światem, by dbali o naszą planetę, bo to jedyny dom jaki mamy i by wierzyli w to, że choć są jeszcze mali - mają ogromny wpływ na to co dzieje się dookoła.
Martyna Wojciechowska rozgrzała dziś internet do czerwoności odważnym wyznaniem! Dziennikarka przyznała, że pokazuje swojej 10-letniej córce, Marysi, swoje nagie zdjęcia z "Playboy'a!". Przypomnijmy, że Martyna Wojciechowska wzięła udział w rozbieranej sesji dla magazynu w czerwcu 2001 roku (prowadziła wtedy "Big Brothera"). Mój tata z dumą trzyma ten egzemplarz w domu i wszystkim go pokazuje. Ja też pokazywałam ten numer z dumą mojej córce. Nagie ciało jest powodem do dumy. Nie chcę budować jakichś niepotrzebnych tabu - powiedziała w rozmowie z "Faktem". Jednocześnie zapewniła, że nie planuje znów się rozbierać dla magazynu dla panów. Dziś już bym się nie zdecydowała. Wtedy służyło to temu, żeby jako kobieta się w pewien sposób zbudować, by spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Dziś nie byłoby mi to do niczego potrzebne, ale wtedy było i tak zrobiłam! - powiedziała. Fani zareagowali oburzeniem na jej wyzwanie nazywając jest mówiąc delikatnie "niemądrym". A co wy o tym sądzicie?
Tak wyglądała Martyna Wojciechowska w młodości. Martyna Wojciechowska na archiwalnej fotografii pokazała, jak wyglądała jeszcze przed rozpoczęciem kariery telewizyjnej. Przyznała, nie jest do końca pewna, kiedy dokładnie wykonano fotografię. Według niej był to 1996 lub 1997 rok, co oznacza, że kadr ma już 26 bądź 27 lat.
Dziś swoje 40. urodziny obchodzi Martyna Wojciechowska. Dziennikarka i prezenterka telewizyjna zdobyła popularność dzięki pierwszej edycji Big Brothera, od wielu lat znana głównie jako podróżniczka i medialna samotna jak wyglądała na początku pracy w TVN-ie. Bardzo się zmieniła?jedna z niewielu normalnych babek w showbiznesie :)Ta Kobieta jest dla mnie inspiracją! Najlepszego!;-)wszystkiego najlepszego martyna!!! - lubie cie i twoje filmy:-))))Najnowsze komentarze (262)jest coraz piękniejsza!! ;)Lubię Martynę, mimo że ma ptasią głowę, ale reszta ciała w skali do 10 ma 8, przysięgam że już obchodziła 40 urodziny kilka lat temu, jeżeli jednak nie to zwracam honor, mimo że dla mnie (56) kobieta po 40 traci 50% na wartości na piękna i jest piękna i sexowna ,wszystkiego najlepszego...widać, że w minionej epoce nie było botoxu a teraz już jest. Niestety, ale i u Martynyja myślałam ze już dawno skończylłateraz wyglada zdecydowanie lepiej niz tych pare lat temu! w tych krotkich wlosach to jak pienkowska wygladala (albo na odwrot ;) )A ja ja znam osobiście,dlatego potwierdzam ze p****k jesteśnaturalna super babeczka... madra z pasja, seksowna... lubie CIE Martyna i zycze jeszcze wiecej sukcesow i pomyslow, zyj jak chcesz i miej same piekine dniNie mogę czytać tych komentarzy o inspiracji...Ja przepraszam, ale co ta Pani zrobiła? Pani Martyna cóż za sztuczny twór wykreowany na potrzeby mediów. Przeczytajcie sobie więcej o tej Pani, jakie ma imię kto ją sponsorował i wykreował. Każdy z Was mógłby być takim " podróżnikiem". Nie każdy być może mógłby być sponsorowany przez takich bogaczy, rozebrać się w ckm i playboy, zrobił operacje piersi i nosa, wypełnił lukę na podróżnika czy perfekcyjna pania domu. To sa jedynie są tylko ludzie są nie autentyczni czemu tego nie rozumiecie? Myślcie. Kupujecie wszystko co się wam wciska poprzez zdjęcia czy mnie super, pełna inspiracji, pasji i chęci nowych wyzwań, normalna, co to obcuje z małpami, własną córką, myje głowę gdzieś na dworze, pod wulkanem czy pod jakimś szczytem, całuje zwierzęta,śpi gdzie popadnie, no klasa, pozdrawiam i zazdroszczę jest wzorem dla wszystkich a szczegolnie dla mlodziezy kierujacej sie moda . Ta dziewczyna ciezka praca bez wzorowania sie na celebrytach osiagnela sukces . Nie puszy sie nie pozuje non stop na sciankach. postawila sobie wielkie cele . Weszla na tyle szczytow jak tylko kilka kobiet na swiecie. Jej programy sa ciekawe . Gratuluje i zycze spelnienia wszystkich planow .
Maria Błaszczyk jest córką Martyny Wojciechowskiej i zmarłego w 2016 roku Jerzego Błaszczyka. Nastolatka ma dziś 14 lat i wyrasta na niezwykle piękną kobietę. Martyna Wojciechowska rzadko pokazuje zdjęcia z córką w sieci, a sama Marysia również daleka jest od korzystania z popularności matki. Tuż przed Nowym Rokiem, dziewczyny
Dziennikarka szczerze o sobie! Bohaterką najnowszego wydania magazynu VIVA! jest Martyna Wojciechowska. Pierwsza polska gwiazda, która stała się inspiracją dla producentów lalki Barbie, opowiedziała w szczerej rozmowie z Romanem Praszyńskim o tym, co myśli o swoich starych zdjęciach, dlaczego zdecydowała się pokazać w odważnej odsłonie na łamach Playboya oraz o niebezpiecznej przygodzie na Antarktydzie, w którą wyruszyła, gdy jej córeczka Marysia miała zaledwie osiem miesięcy. Jaka jest cena Twoich życiowych wyborów? Martyna Wojciechowska: Nigdy nie przestaję myśleć. Nie przestaję być blisko moich bohaterek. Tych, które spotkałam, i tych, które spotkam. Cały czas tym żyję. Leżę na przysłowiowym hamaku, niby czytam, ale myślę o losach kobiet w Afganistanie. Prawdopodobnie każda osoba, która realizuje swoją wielką pasję, tak ma. Samotność jest ceną? Nie czuję się samotna. Ale bywałam. Mam obok siebie wiele osób, na które mogę liczyć i na których mogę się oprzeć. Rozumieją moje szaleństwo robienia rzeczy niestandardowych. To wielki przywilej, że przyjaźnię się z ludźmi, którzy, podobnie jak ja, nie pracują dla zaszczytów, sławy, pieniędzy. Po prostu robimy swoje. I są to głównie kobiety. To się zmieniło. Kiedyś miałam głównie przyjaciół mężczyzn. Dlaczego? Otaczali mnie mężczyźni i świetnie się czułam w ich towarzystwie, ale poruszałam się raczej w świecie testosteronu i adrenaliny. Dziś mam inne podejście. Uważam, że cechą dobrego dziennikarza jest rozwijanie sfery uczuciowej. Dopiero kiedy zyskałam dostęp do tej przestrzeni w moich emocjach i skomunikowałam się z Martyną kobietą, zaczęłam tworzyć najlepsze rzeczy. Kiedy zyskałaś dostęp? W moim przypadku to był ten czas, kiedy zostałam mamą. Wyjechałam na Antarktydę, gdy Mania miała osiem miesięcy. Doświadczyłam niesamowitej burzy emocjonalnej, ogromnej tęsknoty. W ogóle po raz pierwszy w życiu poczułam taką tęsknotę za drugą ludzką istotą. To był dla mnie przełomowy moment, skomunikowałam się ze swoją najbardziej kobiecą naturą. A z czym się komunikowałaś, występując na łamach „Playboya”? Poszukiwanie swojej tożsamości zaczęłam od bycia chłopczycą. Miałam krótkie włosy, jeździłam motorynką, brano mnie za chłopaka. Kiedy dojrzałam i ktoś zaproponował mi bycie modelką, zachłysnęłam się tym. Zaczęłam w kuriozalny sposób podkreślać swoją kobiecość. Gdy oglądam swoje zdjęcia z młodości – prawdziwy koszmar, obcisłe stroje, czerwona szminka (śmiech). Gdy zaczęłam pracować w telewizji, szukałam swojej drogi, a nie miałam w tej kwestii najlepszych doradców. Wtedy też w dosyć wypaczony sposób rozumiałam kobiecość. Wydało mi się, że podkreślenie cielesności jest wyrazem siły, niezależności. Aktem odwagi i bezczelności. Przejrzałam się w oczach mężczyzn, zaspokoiłam swoją próżność. Ale szybko zrozumiałam, że nie tędy droga. Że prawdziwa kobiecość nie wyraża się poprzez męskie fantazje, tylko w postawie życiowej. Dziś bym tej sesji nie zrobiła. Dziś bym mocno przytuliła tamtą Martynę i powiedziała: „Ale ty się naszarpałaś, dziewczyno! Dajże spokój, wypuść powietrze. Uwierz, że możesz być, kim chcesz, i żyć tak, jak chcesz”. Pełną rozmowę z Martyną Wojciechowską przeczytacie w najnowszym wydaniu magazynu VIVA!, dostępnym w kioskach od czwartku 22 marca 2018 roku. 1/5 Copyright @East News 1/5 Martyna Wojciechowska w wywiadzie opowiedziała o swoich starych zdjęciach. Tu: dziennikarka w 2000 i 2017 roku. 2/5 Copyright @Eastnews 2/5 3/5 Copyright @Eastnews 3/5 Tak Martyna Wojciechowska wyglądała w październiku 2006 roku na Gali finalowej Wielkiego Konkursu Fotograficznego National Geographic. 4/5 Copyright @Eastnews 4/5 Tak Martyna Wojciechowska wyglądała w styczniu 2007 roku na 10. urodzinach Instytutu Zdrowia i Urody Sharley. 5/5 Copyright @Eastnews 5/5 Tak Martyna Wojciechowska wyglądała w trakcie 6. Wielkiego konkursu fotograficznego National Geographic. @

Martyna Wojciechowska zdradziła, że jej droga do macierzyństwa była wyjątkowo wyboista. Dziennikarka wyznała, że w pewnym momencie straciła wiarę, iż zostanie kiedyś mamą. Dziś wychowuje 13-letnią Marysię i ma ważne przesłanie do wszystkich kobiet.

Martyna Wojciechowska zwiedziła prawie cały świat, zdobyła jego najwyższe szczyty, osiągała sukces za sukcesem, ale na miłość nigdy nie potrafiła się w pełni otworzyć. Przemkowi Kossakowskiemu, zapalonemu podróżnikowi, zakochanemu w adrenalinie i w życiu tak samo, jak ona, udało się zdobyć jej serce, rozkochać w sobie na tyle, by zdecydowała się go poślubić. Ale i ten związek nie przetrwał próby czasu. A jeszcze do niedawna Wojciechowska wypowiadała się o Kossakowskim w samych superlatywach. – To jest prawdziwy partner, wzajemnie szanujemy swoją przestrzeń. I choć nie chcę, żeby zabrzmiało to sielankowo, to jakoś nie zdążyliśmy się do tej pory pokłócić. Na pewno nigdy przy żadnym innym mężczyźnie tyle się nie śmiałam i jednocześnie nigdy z jego powodu nie uroniłam ani jednej łzy. I to jest dla mnie nowość w relacjach z mężczyznami – mówiła w wywiadzie dla „Urody życia”. 16 października 2020 roku w zaciszu polskiej wsi wzięła z Przemkiem ślub. Nic nie zwiastowało szybkiego końca tej miłości. Uchodzili za naprawdę zgraną parę i nie zdradzali, że w ich związku narodziły się jakieś problemy. W lipcu 2021 roku para poinformowała jednak o rozstaniu. 25 lipca 2022 roku we wtorek, ma zaś odbyć się rozprawa rozwodowa. Martyna Wojciechowska lada chwila będzie rozwódką. Jej miłosne życie zadziwia. Pięć razy była zaręczona, a dwa, uciekła sprzed ołtarza! Miłosne perypetie Martyny Wojciechowskiej Zobacz także Martyna Wojciechowska kilkakrotnie przyjmowała oświadczyny zakochanych w niej mężczyzn, by następnie zerwać zaręczyny. – Kilka z tych razy w ogóle nie powinnam była się zaręczyć. To brzmi zabawnie: pięć razy byłam zaręczona, dwa razy uciekłam sprzed ołtarza, ale gdzieś tam za każdą z tych decyzji stoi jakiś mały, większy, może nie dramat życiowy, ale trudność, wyzwanie i zmierzenie się z samym sobą – powiedziała w jednym z wywiadów Martyna. Wydawało się, że szczęście odnalazła dopiero w 2007 roku, u boku informatyka i nurka Jerzego Błaszczyka. Poznała go w Egipcie. Owocem tej miłości jest córka Marysia, która przyszła na świat w kwietniu 2008 roku. Ale córka nie scementowała związku spontanicznej podróżniczki i informatyka. Proza życia sprawiła, że ukochany wyprowadził się z domu Martyny i dzielił z nią tylko rodzicielskie obowiązki. Straciła przyjaciela W lutym 2016 roku na podróżniczkę i jej córkę spadła tragedia. Jerzy zmarł. Przegrał walkę z nowotworem. – Wtedy to był pierwszy raz, kiedy płakałam przy Marysi jak nigdy wcześniej – powiedziała Wojciechowska w rozmowie z „Galą”. Długo nie pozwalała sobie na stworzenie stabilnego, poważnego związku. Aż wreszcie na jej drodze stanął dziennikarz i podróżnik Przemek Kossakowski. Rozstanie z Przemysławem Kossakowskim Martyna Wojciechowska i Przemysław Kossakowski spotykali się od 2018 r. Rok później doszło do ich zaręczyn. 16 października 2020 r. wzięli cichy ślub, a w lipcu następnego roku media obiegła wiadomość o ich rozstaniu. "Jak wiecie bardzo rzadko wypowiadam się na temat mojego życia osobistego, ale w związku z ostatnimi doniesieniami medialnymi i licznymi spekulacjami, chciałabym żebyście usłyszeli kilka słów bezpośrednio ode mnie" - napisała podróżniczka w oświadczeniu zamieszonym w mediach społecznościowych. Koniec małżeństwa Martyny Wojciechowskiej! Jest oświadczenie "Po 3 latach związku i 3 miesiącach od ślubu, z dnia na dzień nastąpił koniec mojego małżeństwa. Ta nagła zmiana była dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo odpowiedzialność, zobowiązanie i dane słowo są i zawsze będą dla mnie wartościami nadrzędnymi" - dodała. MJM Ten artykuł po raz pierwszy ukazał się na stronie Faktu r.
Książka Pakiet: Zwierzaki świata. Część 1-2 autorstwa Wojciechowska Martyna, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie . Przeczytaj recenzję Pakiet: Zwierzaki świata. Część 1-2. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
Martyna Wojciechowska w 2001 roku wzięła udział w sesji zdjęciowej dla magazynu dla mężczyzn. Choć od czasu publikacji fotografii w „Playboyu" minęło 17 lat, dziennikarka jest dumna ze swoich nagich zdjęć. – Mój tata z dumą trzyma ten egzemplarz w domu i wszystkim go pokazuje. Ja też pokazywałam ten numer z dumą mojej córce. Nagie ciało jest powodem do dumy. Nie chcę budować jakichś niepotrzebnych tabu – powiedziała Wojciechowska jakiś czas temu w rozmowie z Faktem. Jednocześnie zapewniła, że nie planuje kolejnych rozbieranych sesji. – Dziś już bym się nie zdecydowała. Wtedy służyło to temu, żeby jako kobieta się w pewien sposób zbudować, by spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Dziś nie byłoby mi to do niczego potrzebne, ale wtedy było i tak zrobiłam – powiedziała podróżniczka. Zamierzasz założyć sukienkę z odkrytymi plecami lub nie zakładać stanika wcale? To ci się przyda! W poniedziałek dziennikarka zaskoczyła swoich fanów dość odważnym zdjęciem. Na swoim koncie na Instagramie opublikowała fotografię, na której... pozuje bez stanika! Zobacz także Zdjęcie jest częścią projektu, którego dziennikarka na razie nie zdradza. Niektórzy fani zasugerowali, że jest on częścią nowej sesji dla „Playboya”. – Playboy okładka? – czytamy w jednym z komentarzy. Problemy Lady Pank na Białorusi. Komu nie podoba się koncert? Sławomir. Zabronił żonie iść do show
Marta Średnicka. Martyna Wojciechowska jest wierna swoim blond włosom. Fryzura jest niemal jej znakiem rozpoznawczym. Niewielu podejrzewałoby ją o spektakularną metamorfozę włosów. Kiedy dodała na Instagram zdjęcie w długich brązowych, a nawet wpadających ciepły kasztan włosach i grubej grzywce, obserwatorzy jej nie poznali.
Martyna Wojciechowska to obecnie kobieta instytucja, podróżniczka, działaczka społeczna i ekologiczna, pisarka, jednocześnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej zarządzanych rodzimych marek. Jej kariera należy do wyjątkowo spektakularnych i błyskotliwych. Za swoje osiągnięcia sportowe, filmy, programy, akcje charytatywne oraz książki Martyna Wojciechowska jest powszechnie podziwiana i lubiana, a lista jej osiągnięć, nagród i wyróżnień przyprawia wprost o zawrót Wojciechowska – self made womanSwoją drogę ku sławie, urodzona w 1974 roku w Warszawie jako Marta Eliza Wojciechowska, przyszła gwiazda zaczynał pod koniec lat 90-tych w lokalnych mediach, by nieco później kontynuować ją w prywatnej telewizji ogólnopolskiej. Jako energiczna i przebojowa fanka motoryzacji i sportów ekstremalnych swoja charyzmę szlifowała w programach takich jak Automaniak oraz czasopismach Świat motocykli i Auto rozpoznawalność zyskała jako prowadząca pierwszą krajową edycję kontrowersyjnego reality show Big Brother, który oglądała na początku nowego stulecia niemal cała Polska. Śmiała sesja w Playboyu dodatkowo podgrzała atmosferę wokół nowej gwiazdy TVN. Nikt by w owym czasie raczej nie przypuszczał, że w nie tak znowu dalekiej, przyszłości, będzie pisać Martyna Wojciechowska książki, udzielać się charytatywnie i adoptować dzieci z wielkim sukcesie i fali popularności związanej z emisja Big Brothera, Wojciechowska, aby nie dać się ostatecznie zaszufladkować jako prezenterka tego typu produkcji, zaangażowała się w starty w rajdach samochodowych. Jako posiadaczka (od 17 roku życia) Międzynarodowej Sportowej Licencji Rajdowej i Wyścigowej na pojazdy dwu- i czterokołowe nie była dyletantką, choć zadania jakie sobie wyznaczyła, udział w rajdach Sahara – Dakar i Transsyberia, bez wątpienia były nie lada wyzwaniem. Podobnie jak skompletowanie Korony Ziemi, czyli zdobycie najwyższych szczytów każdego z kontynentów – projekt rozpoczęty w 2002 r. a zakończony powodzeniem w 2010 Wojciechowska – Kobieta na Krańcach świataZ biegiem czasu Martyna Wojciechowska coraz bardziej kojarzona była jako podróżniczka i globtroterka, a nie prezenterka telewizyjna. Niepostrzeżenie i bardzo naturalnie weszła w rolę autorytetu od dalekich wypraw i najbardziej ekstremalnych kartach Misji Everest, swojej pierwszej podróżniczej książki, Martyna Wojciechowska, opisała własną drogę na szczyt najwyższej góry świata, walkę nie tylko z naturą, ale i za samą sobą, ograniczeniami i słabościami ciała (Martyna Wojciechowska, zmaga się z astmą, chorobą żylną, konsekwencjami chorób tropikalnych, które przeszła oraz skutkami dwukrotnego złamania kręgosłupa). W 2007 r. została redaktor naczelną polskiej edycji National Geographic i National Geographic Traveler. Był to także początek jej niezwykle intensywnej kariery pisarskiej. Wcześniej publikacje książkowe stanowiły raczej margines jej niezwykle różnorodnej działalności. W wydawnictwie National Geographic ukazały się takie książki Martyny Wojciechowskiej jak Dzieciaki Świata – seria dla dzieci opowiadająca o życiu ich rówieśników w najdalszych zakątkach naszego globu oraz Zwierzaki świata – cykl przybliżający małym czytelnikom fascynujący świat egzotycznej fauny. Za Zwierzaki świata Martyna Wojciechowska została nawet nagrodzona w 2013 r. Bestsellerem Empiku w kategorii Koncept multibranżowy. Dostępne również jako audiobooki i ebooki książki Martyny Wojciechowskiej skierowane do młodego odbiorcy, zrobiły prawdziwa furorę na rynku literatury sukcesem okazała się także cały projekt, a właściwie nawet marka, Kobieta na krańcu świata. Emitowany od 2009 r. program Kobieta na krańcu świata odważnej globtroterce niezwykłą popularność i sympatię widzów. W ramach projektu, przy wsparciu National Geographic oraz TVN, opublikowała również Martyna Wojciechowska książki pod tym samym tytułem, za które została doceniona Nagrodą Bursztynowego Motyla im. Arkadego swoim życiu podróżniczka niejednokrotnie zmuszona była stawiać czoła różnym przeciwnościom. Czy była to walka o należnie jej miejsce w zdominowanym przez mężczyzn sportach motorowych i samochodowych, czy z chorobą nowotworową zawsze wierzyła, że jeżeli chodzi o życie i przyszłość, potrafi zachować pakiet kontrolny. Publikując Przesunąć horyzont, Martyna Wojciechowska chciała swoim poczuciem sprawczości zainspirować innych. Przesunąć horyzont jest bardzo osobistą, a przez to wyjątkową pozycją w całym dorobku Martyna Wojciechowska pisząc książki, kręcąc odcinki swojego programu czy filmy dokumentalne nigdy nie unikała emocjonalnego zaangażowania w rzeczywistość, którą przekazywała jej kamera czy pióro. Problemy ludzi i naszej planety starała się nie tylko poznać czy pokazać, ale również, na miarę swoich możliwości wnieść wkład w ich rozwiązanie. Od lat aktywnie wspiera WWF w walce o ochronę przyrody, a niedawno adoptowała dziewczynkę, albinoskę z Tanzanii, której dramatyczną historię opowiedziała w dokumencie Ludzie duchy.
Podczas jego realizacji doszło do wypadku samochodowego, w którym zginął operator Rafał Łukaszewicz, a Martyna ponownie złamała kręgosłup. - Pamiętam dokładnie ten dzień. Chłopcy, operatorzy, powiedzieli mi wtedy: „Cały dzień prowadziłaś, usiądź z tyłu”. Usiadłam za kierowcą, a Rafał przesiadł się do mnie do tyłu Strona zawiera treści przeznaczonetylko dla osób dorosłych Fot. materiały prasowe O TYM SIĘ MÓWI Nosi rozmiar 40, a nawet 42 i właśnie… wystąpiła na okładce najnowszego Playboya! Monika Borzym przełamuje tabu? Fot. materiały prasowe Monika Borzym pojawiła się na okładce najnowszego numeru Playboya. I… zachwyciła internautów swoimi krągłościami! Polska artystka szybko została okrzyknięta polską Marylin Monroe! Skandalista, milioner, kobieciarz... Jak wyglądało życie playboya wszech czasów? Monika Borzym na okładce Playboya Monika Borzym ma na swoim koncie pięć płyt. Już jako 19-latka zaczęła podbijać polską scenę muzyczną. Wtedy na zaproszenie Michała Urbaniaka wystąpiła na Jazz Jamboree. Na co dzień zachwyca swoim wokalem i tworzy w klimacie jazzowo-soulowym. Wszyscy pamiętamy ją z programu Twoja twarz brzmi znajomo. Nie można odmówić jej charyzmy i odwagi. „Bez kompleksów - Monika Borzym - akty i jazz”, tak zatytułowano materiał z udziałem artystki. Sensualna sesja wokalistki wywołała w sieci prawdziwe poruszenie. Internauci podkreślają, że to jedna z najpiękniejszych okładek magazynu Playboy. Nic dziwnego, w końcu fotografka – Iza Grzybowska rewelacyjnie podkreśliła piękno swojej bohaterki. Czy majowa okładka magazynu przełamuje tabu? „Mam rozmiar 40, a czasem nawet 42. Jestem na okładce Playboya i jestem z tego dumna”, napisała Monika Borzym. Kanon kobiecego piękna wciąż się zmienia. Jesteśmy przyzwyczajeni do promowania modelek o perfekcyjnej figurze czy urodzie. Ciało bez rozstępów, cellulitu, zmarszczek. Dziś sama Marylin Monroe, symbol seksu, uznana byłaby za... grubą. I nagle pojawia TA okładka. Zupełnie inna, ale tak bardzo… potrzebna. Czy zmieni wizję piękna? Jej bohaterka nie ma rozmiaru 34 a nawet 36. Ale Monika Borzym jest za to pewna siebie, świadoma swojej kobiecości, atrakcyjna i spełnia się na wielu płaszczyznach. Taka kobieta przemawia do nas z okładki Playboya. Magazynu, który w ostatnim czasie odchodzi od własnej konwencji. „Jesteś po prostu piękną naturalną kobietą. Są takie czasy, że niejako trzeba się „tłumaczyć z rozmiarów. Bo sztuczny świat krzyczy o rozmiar 34! Wielki szacunek”, ,,W końcu na okładce @playboy_polska prawdziwa, naturalna i seksowna KOBIETA ❤️❤️❤️👌", czytamy w komentarzach. I trudno się z nim nie zgodzić. Bo my wpasowujemy się w narzucane nam normy. A wcale nie musimy, bo piękno nie ma rozmiaru. Piękno to różnorodność, o której tak często zapominamy. Niech w końcu się to zmieni. Najlepsze Promocje i Wyprzedaże REKLAMA

Martyna Wojciechowska pokazała jej zdjęcia - Dzień Dobry TVN. Martyna Wojciechowska zachwyciła się wyjątkową biegaczką. "Ciało, które schudło ponad 90 kg". Gwiazdy. 30 maja 2022, 15:01. Autor: Oskar Netkowski. Martyna Wojciechowska. Źródło: Justyna Rojek/East News. Martyna Wojciechowska podzieliła się ze swoimi obserwatorami

Martyna Wojciechowska pokazała swoją niezwykłą kuchnię. Gwiazda TVN pochwaliła się serią rozczulających zdjęć z córką Marysią, które wykonano im podczas pieczenia babeczek. To naprawdę rzadki widok, bo choć Martyna często chwali się zdjęciami z pociechą, nieczęsto wpuszcza do swojego domu „kamery” oraz fanów, zachowując tę prywatną strefę dla siebie. Pierwszy raz mamy okazję dokładnie przyjrzeć się jej kuchni!Wnętrze jest urządzone elegancko i na wysokim poziomie, wyposażone w niezbędne sprzęty i bardzo przestronne, ale co innego przykuwa uwagę niemal natychmiast. Jest to mianowicie ogromna lodówka, od góry do dołu „obklejona” magnesami – Martyna przywozi je ze swoich małych i dużych podróży i wygląda na to, że niedługo skończy jej się miejsce. Na Instagramie udostępniła serię zdjęć z „sesji kulinarnej” wykonanej w trakcie pieczenia babeczek:Dzień wyzwań! Wieczorem czekało na mnie jeszcze jedno: pieczenie babeczek na imorezę andrzejkową Marysi. Jak nam poszło?A ja się cieszyłam, że mam dużo magnesów… do dziś. Kiedy to dojrzałam waszą cudne. Mam podobną kolekcję na ścianeIle magnesów na lodówce!Kochana, ale ty masz magnesików na lodówce 😉 Ja mam parę na krzyżOO na tej lodówce to naprawdę tyle magnesów?Masz lodówkę w magnesach z podróży?Pani Martyno, proszę pokazać kolekcję magnesów! Ja też zbieram, ale jestem ciekawa pani zdobyczyWidzę, że nie tylko ja zwróciłam uwagę na lodówkę z magnesami, chyba pani Martyna musi zrobić o niej postAle macie kolorową lodówkę! PozazdrościćTrzeba przyznać – zarówno magnesy jak i babeczki robią niesamowite wrażenie. Najbardziej poruszający jest jednak fakt, że w całym centrum tego kolorowego kolażu znajduje się zdjęcie z Kabulą – adoptowaną córką prawda?To tutaj mieszka Edyta Górniak! Paparazzi namierzyli gwiazdę pod osłoną nocy przed jej luksusowym penthousem!Dzisiaj luksusy, a kiedyś? Tak mieszkali Anna i Robert Lewandowscy zanim zostali megagwiazdami!Edyta Pazura pochwaliła się mieszkaniem. Wszyscy mówią o jej widowiskowym stoleMartyna Wojciechowska pokazała kuchnięMartyna Wojciechowska z córką Marysią w kuchniMarysia Błaszczak – córka Martyny Wojciechowskiej upiekła babeczkiTila NowakAlbert Einstein twierdził, że każdy z nas ma dwie rzeczy do wyboru: jesteśmy albo pełni miłości albo pełni lęku. Ja wybieram miłość: do świata, do ludzi, do zwierząt, do słońca i dobrego jedzenia (najlepiej tajskiego). A jeśli o miłości mowa, moją największą są książki. I poezja Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej i Haliny Poświatowskiej. Plus muzyka. Nie tylko dlatego, że łagodzi obyczaje – dostarcza też mnóstwa wzruszeń i okazji do przemyśleń.

Oznacza on "poświęcenie, zobowiązanie". Ma przypominać dziennikarce, że złożyła sobie obietnicę, aby robić wszystko, by osiągnąć założony cel. HtmlCode. Jednak najważniejszym tatuażem dla Martyny Wojciechowskiej jest sporej wielkości wilk, którego zrobiła sobie na plecach, pomiędzy łopatkami.

Silna osobowość i uroda Martyny sprawdziły się na małym ekranie. Świetnie odnalazła się jako prezenterka programu motoryzacyjnego „Automaniak”, a potem przebojowo poprowadziła pierwsze polskie reality show – „Big Brother”, które stało się trampoliną do dalszej kariery. - Jej przygoda z telewizją zaczęła się na zlocie motocyklistów, gdzie pojawiła się jakaś ekipa, która chciała nagrać krótką rozmowę o kobietach - motocyklistkach. Martyna z pełną odwagą udzieliła bardzo interesującego wywiadu. Panowie byli zachwyceni i zaprosili ją do kolejnych programów – wspomina Anna Tańska przyjaciółka Martyny. Gdy kilka lat potem zaproponowano jej odważną sesję w Playboyu, postawiła swoje warunki – zgodziła się, wcześniej doprowadzając swoje ciało do formy, która będzie jej odpowiadać. Okładka z Martyną to nie efekt photoshopa, lecz jej wielomiesięcznej pracy nad sylwetką. - Na pewno nie udowadniam nic nikomu. Na takim etapie byłam jako młoda dziewczyna, gdy musiałam wydreptać własną ścieżkę w męskim świecie. Tylko popychanie siebie w sytuacje ekstremalne, mogą sprawić, że dowiemy się czegoś o sobie – mówi Martyna Wojciechowska. Zanim urodziła córkę, Martyna rozpoczęła projekt Korona Ziemi, zaczynając od alpejskiego szczytu Mont Blanc. Dwa lata później, podczas kręcenia programu „Misja Martyna” na Islandii, miała groźny wypadek samochodowy. Przez osiem miesięcy była unieruchomiona gorsetem ortopedycznym. Półtora roku po tym wypadku, weszła na najwyższą górę świata – Mount Everest. Rok później, tuż przed wyprawą na kolejną górę w kolekcji Korony Ziemi – Elbrus – Martyna dowiedziała się, że jest w ciąży. - Ciąża była dla mnie dużym zaskoczeniem. Dziś nie pojechałabym na tą wyprawę. Jak patrzę na Marysię i uzmysławiam sobie jak duże ryzyko podjęłam, które mogło się różnie skończyć, ta myśl mnie przeraża – mówi Martyna Wojciechowska. Właśnie ruszył czwarty sezon programu „Kobieta na krańcu świata”. W tej edycji ekipa nagrała łącznie ponad dwieście pięćdziesiąt godzin materiału i przebyła prawie 70 tysięcy kilometrów. - Martyna dociera do rzadkich miejsc, gdzie czasami trudno jest nawet przeżyć. Jest bardzo pracowita, odpowiedzialna. Jest typem zwycięzcy – mówi Elżbieta Dzikowska podróżniczka. Jej współpracownicy mówią o niej – tytan pracy. Oprócz swojego programu w telewizji, jest także redaktor naczelną pisma National Geografic i dwóch pokrewnych magazynów – Traveler i Kalejdoskop. Podróże Martyna ma we krwi, a najważniejsze dla niej miejsca na Ziemi – wytatuowane na ramieniu. Martyna Wojciechowska to przykład jak odwaga i ciekawość świata sprawiły, że marzenia o życiu pełnym wrażeń - ziściły się. W każdą niedzielę o godz. mogą państwo oglądać kolejne odcinki „Kobiety na krańcu świata”. Już dziś zapraszamy na czat z Martyną Wojciechowską, który odbędzie się na naszej stronie internetowej jutro o
Martyna Wojciechowska z oskarżeniami ze strony Rzecznika Praw Dziecka. Projekt Wojciechowskiej obejmuje bezpłatne i anonimowe badania stanu zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, które rozpoczęły się 25 października 2022 i potrwały do 26 lutego br. Wzięły w nim udział ponad 184 tys. uczniów z 1923 szkół. Wyniki mają zostać
.